Durszlak.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Dipy sylwestrowe, czyli pływanie na "Pewexie"

 

Lalou poprosiła mnie o dipy, które mogłaby wykorzystać na imprezach. Traktowałam je do tej pory, jako coś, co robię, kiedy Królewna jest na diecie i jemy tylko surowe warzywa. Pozostałym przy stole, co akurat się nie odchudzają, podaję je, żeby nie umarli z głodu. A pisząc o głodzie, przypomina mi się, opowieść Sobowtóra Bohdana Smolenia. Po 4 dniach w samochodzie, zeszło Panom na rozmowy o starych czasach. Ponieważ każdy z nich kiedyś pływał, były to oczywiście morskie opowieści. Ciężko złapać ich język, ale i tak płakałam ze śmiechu. Dodam jeszcze, że tonacja opowieści była utrzymana w tonie wykładu z fizyki. Lata były 70-dziesiąte. A było to tak...

"Poszedłem kiedyś pływać, na Pewexy (zagraniczna bandera). Załoga była arabska, ale byli bardzo grzeczni, tylko stary był angolem. Tzn. był grekiem, ale mieszkał w Anglii. Też był grzeczny. Wypływaliśmy z Casablanki i szliśmy na Kanary. Siedziałem sobie w maszynowni, w samych szortach i pepegach, bo upał straszny. Jak już mi się kończyła nocna wachta, to zacząłem wypełniać papiery. I to było dziwne, bo zawsze papiery wypełniałem na górze, u siebie. Teraz wiem, że to mi uratowało życie. I wychodząc, słyszę straszny huk. Ciemno się zrobiło, bo czasy były takie, że przepiąłem akumulatory i światła na pokładzie nie było. Czuję, że leje się woda przez burtę. Lecę do siebie na górę, otwieram drzwi do kajuty a tam dziura. Nie ma nic, tylko dziób intruza (statek z którym doszło do kolizji). Dlatego siedząc na dole, żyję. Zostało tylko biurko. Więc ja hyc do szuflady, złapałem dokumenty i lecę budzić załogę i na mostek do starego. Pobudziłem towarzystwo, woda się leje, my po kolana w tej wodzie, ja w tych pepegach. Wspinam się na górę, otwieram drzwi, a tam stary leży. Pewnie od tego uderzenia, upadł i walnął się w głowę. No to ja go cucę, lecę znowu na dół, i patrzę, a te araby, wracają po swoje rzeczy, bo nie po to tyle pracowali, i nakupowali tych pierdół, żeby to teraz zostawić. Ja krzyczę, toniemy, oni krzyczą coś do mnie. Udało nam się w końcu dotrzeć na pokład, ale jak tu teraz nadać s.o.s, jak nie ma akumulatorów? Na szczęście jakiś Kanadyjczyk nas zauważył i zaalarmował straż. Okazało się, że załoga na tym intruzie, pijana była i przywalili w nas, bo my w sumie po ciemku szliśmy. No bo te akumulatory wyłączone. No dobra, co tu robić. Udało nam się z kambuza, wyjąć puchę maki. Mąka była sucha, beczka metalowa, więc te araby wpadły na pomysł i zrobił z tej beczki taki piec, ja skombinowałem taką podstawę z metalu, żebyśmy statku nie podpalili i dawaj tą mąkę z wodą, i takie z niej placki smażyli. I my te placki jedliśmy. I te placki, to w sumie, bardzo dobre były. I tak je jedliśmy, przez dwa tygodnie. I cały czas staliśmy szczepieni z tym intruzem, bo nie mieli nas jak rozdzielić".

Potem były dalsze perypetie, opowieść o handlu wymiennym z turkami, ze statku obok, i że nikt im nie chciał pomóc. Że jak już ich zdjęli, to zaaresztowali ich w hotelu. Że bankiet były w polskiej ambasadzie, i on w tych pepegach i szortach na ten bankiet. Że co prawda Pani Konsul dała mu pieniądze na nowe ubranie, ale on jej kupił za to kwiaty, bo mu się wydawało, że nie wypada z pustymi rękoma przyjść. Że potem kazali im wrócić na ten statek i oni płyną taką wielką łodzią wojskową, i jak dopływali do "jednostki" to ona zaczęła tonąć. I, że on zadzwonił do żony i mówi jej "nasz statek zatonął ale ja nie". Myślałam, że umrę. 

I jak teraz myślę, o tych plackach, to tak sobie myślę, że jakby mieli pasty, to mogliby z tymi plackami zaszaleć.

Pasta z grochu. Jest bardzo podobna w smaku do hummusu, choć przepis jest z Cypru.

 

Szklankę suchego grochu moczymy w wodzie przez noc. Wodę wylewamy, dolewamy świeżą tak żeby przykryła groch, wkładamy całą cebulę, listek laurowy, solimy i gotujemy do miękkości, dolewając wodę co jakiś czas. Jak groch będzie miękki, cebula rozgotowana, to miksujemy wszystko z łyżeczką oliwy i łyżeczką soku z cytryny. Przepis tyle banalny, co genialny. Jadłam to cudo u Joanny Lawson i biło hummus na głowę.

Pasta z pstrąga. Pyszna, można jeść z plackiem na statku, ale cudowna jest z surowymi warzywami pokrojonymi w słupki.

 

125 gram wędzonego pstrąga miksujemy z 50 gramami serka Philadelphia, łyżeczką chrzanu, 2 łyżeczkami soku z cytryn, 2 łyżeczkami oliwy i szczyptą białego pieprzu.  To też kradzione od Joanny.

Pasta z niebieskiego sera. Ostra i nie do końca smakuje jak pasta z sera. Najlepsza z tortillą.

 

125 gram niebieskiego sera rozgniatamy widelcem ze 100 gramami serka Philadlephia, dodajemy 100 ml kwaśnej śmietany i 35 gram posiekanych drobno papryczkek Jalapenos. I już. Pyszne i ostre.

 

Muszę jeszcze kiedyś napisać o Ogniomistrzu Kurasiu. Ale do tego będę potrzebować przepisu na zestrzeloną choinkę. Zestrzeloną z 4 kilometrów.


czwartek, 22 grudnia 2011, gastromat

Polecane wpisy

  • Co by było gdybyśmy wiedziały, że nam się uda?

    Wyobraźcie sobie, że wstajecie rano i ktoś Wam mówi, że na pewno się uda. Ale nie tak po przyjacielsku z poklepaniem po ramionach, tylko ktoś w stylu Boga, ktop

  • Common knowledge-komosa

    Ile razy słyszałyście, że czegoś nie wolno robić, bo skończy się to źle? Przy oglądaniuilu filmów, wiedziałyście, że złowieszcza muzyka zwiastuje koniec miłych

  • Mąka i woda

    Dzieci wróciły do szkoły, nudzi mi się. Powinnam sprzątać, pisać i gotować, ale tak strasznie mi się nudzi, że nic mi się nie chce. Powinnam pojechać na grzyby,