Durszlak.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Prawda czasu, prawda ekranu

Dzisiaj z zupełnie innej beczki. 

Raz na jakiś czas, zdarza mi się opuścić rodzinne pielesze i udać do Warszawy. Tam, na różnych planach filmowo/reklamowych udaję, że pracuję nosząc torby z IKEA pełne ubrań i paląc prasowane koszule. Jest z tego dużo śmiechu, wstawanie o absurdalnych godzinach i wysłuchiwanie komend reżysera w stylu "Robert, czesz wąsa" albo "czy można rzucić tę kurę z lewej strony roweru". Z czyjejś potrzeby, zainteresowania, ze zlepku scenek, ustawień kamery, statystów, ubrań, pudru i oświetlenia powstaje 10 sekundowe cudo. Ale poprzez pre-produkcje, produkcje i post-produkcje, odbywa się to cudacznie. 

Na przykład fakt, że piwo pewnej marki, nie jest dość piwne i trzeba użyć innego. Albo, że czesi grają polaków, a niemcy czechów. Droga do pubu jest w rzeczywistością ulicą w Klasztorze Szarytek, a -20 stopni o 4.00 nad ranem w Warszawie imituje Kazimierz nad Wisłą popołudniową wiosną.

I po powrocie pomyślałam, że to podobnie wygląda w domach ludzi co prowadzą blogi (w moim na pewno). 

Najpierw mamy pomysł na potrawę. Czekamy na odpowiedni moment, czyli odpowiednich gości i zaczynamy. Ciężko przecież podawać przepis na zupę pomidorową z literkowym makaronem, albo w odwrotnej kolejności, karmić dzieci krabem w cieście. Umawiamy się więc z ludźmi i karmimy ich nową rzeczą. Wychodzi nam grupa docelowa. 

Potem szukamy pomysłów na wykonanie potrawy. Można poczytać o piecach tandoori, ale co z tego? Przecież ich nie wybudujemy na potrzeby jednego wpisu.  Szukamy czegoś, co można kupić, przygotować i zjeść. To się nazywa pre-produkcja.

Potem pojawia się kwestia zdjęć. Większość z nas blogerek wie dokładnie kiedy mamy tzw. "golden hour" w naszej kuchni i kiedy warto robić zdjęcia. To są zdjęcia, produkcja i czesanie wąsa przez Pana Roberta. 

Potem mamy post-produkcję. Czyli ze zdjęć zrobionych w golden hour wybieramy jedno, pamiętamy co nam mówił fotograf co to wyjechał do San Francisco, sprawdzamy jeszcze raz przepis i mamy gotowy post na blogu. Ufff. 

Tak na marginesie, czy wiedziałyście, że istnieje taki zawód jak stylista piwa? Istnieje, jest niemcem, mikserem emulguje coś w pojemnikach, dolewa do wypastowanych szklanek, umie je oszronić i ustawić na barze tak, że napis jest najbardziej czytelny. Zarabia milion na godzinę, jest super zasadniczy i z nikim nie rozmawia.

Ergo, nie martwcie się, że Wasza potrawa nie wygląda jak ta na zdjęciach. Może nie do końca smakuje tak jak sobie wyobrażałyście. Za tym zdjęciem stoi ekipa ludzi, panowie od oświetlenia, produkcji, sponsorzy, super panie od toreb IKEA i pudru, a przed zdjęciem stoi ktoś, komu się ono podoba. Albo i nie. Ale warto próbować. I pamiętajcie, że większość zdjęć Wielkanocnych powstaje w grudniu, dania są opryskane oliwą i po zdjęciach lądują w lodówce, czekając na przyjście gości. 

Wesołych Świąt!

środa, 27 marca 2013, gastromat

Polecane wpisy

  • Co by było gdybyśmy wiedziały, że nam się uda?

    Wyobraźcie sobie, że wstajecie rano i ktoś Wam mówi, że na pewno się uda. Ale nie tak po przyjacielsku z poklepaniem po ramionach, tylko ktoś w stylu Boga, ktop

  • Common knowledge-komosa

    Ile razy słyszałyście, że czegoś nie wolno robić, bo skończy się to źle? Przy oglądaniuilu filmów, wiedziałyście, że złowieszcza muzyka zwiastuje koniec miłych

  • Mąka i woda

    Dzieci wróciły do szkoły, nudzi mi się. Powinnam sprzątać, pisać i gotować, ale tak strasznie mi się nudzi, że nic mi się nie chce. Powinnam pojechać na grzyby,