Durszlak.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Potrawa odmładzająca

Starałam się ostatnio wytłumaczyć mojemu znudzonemu synowi, że jak ja jeździłam na wakacje, to nie było telefonów, laptopa z internetem i dvd. Nie było wyjazdów na lody i dmuchanych basenów. Siedziałyśmy z siostrą przed domem, bawiłyśmy się w sklep, rebusy pisane na piasku, jadłyśmy rabarbar z cukrem i NIGDY nam się nie nudziło. Jasiek pomyślał chwilę i stwierdził "no to niefajnie miałyście". Czyżby?

Większość z nas, spędziło wakacje na podwórku albo u dziadków na wsi. Główną atrakcją było sterczenie pod blokiem, gra w gumę, sianokosy, młode jaskółki w oborze i ognisko nad jeziorem. Nieważna była pogoda, bez znaczenia brak boisk i pustka w sklepach. Wartością byli rówieśnicy, wakacyjne miłości i kartki pocztowe słane we wrześniu.

I to mi pozostało. Uważam, że lepiej pojechać w 6 osób do Pułtuska, niż samemu na Hawaje.

Moje życie towarzyskie to szalony, kalifornijski, rollercoaster. Są odważni, którzy trwają przy mnie od 30(sic!) lat, są i tacy, co się pojawiają i znikają. Wracamy do siebie po latach, celowo i przez przypadek.  Spieramy się o wychowanie dzieci, żywienie, seks, wróżki, stroje, fryzury, ryby i wnęki w łazience. Trzymamy za rękę jak kogoś porywa kosmos i życie staje się nie do zniesienia. 

Są moje szurnięte siostry, z którymi muszę się raz na jakiś pokłócić. Są ich przyjaciele, dla których warto pojechać do Warszawy albo wysłuchać alkoholowych zwierzeń z norweskiego tarasu. Jest sławna Gośka. Jest Wojtek, który MUSI, po prostu MUSI mnie codziennie wysłuchać. On ma taki obowiązek i nic na to nie poradzę i nie interesuje mnie czy ma na to czas i ochotę.

Są tacy, co przyprawiają Kubę o zawał, bo nasze wspólne lata były szalone. 

Są przyjaciele z młodych czasów, którzy przyjeżdżali do Sycowej Huty polonezem Mateusza, dachowali (przypadkowo oczywiście), a potem wracali bez przedniej szyby. I tak im to ekstremum weszło w krew, że teraz się wspinają na Mount Everest i biegają maratony.

Jest piękne sopocko-artystyczne towarzystwo, dziewczyny jak różowe kwiaty, które przeganiały mnie po różnych wystawach i dzięki którym, można było palić papierosy z Rolandem Toporem.

Jest też tajemnicze, fascynujące, towarzystwo lekarsko-ekonomiczne. Wyczesani w kosmos faceci, w idealnych fryzurach, otoczeni przyjaciółmi, dobrą energią i z którymi trzeba się umawiać z rocznym wyprzedzeniem. Ale jak już wyskrobią godzinę w miesiącu to jest fantastycznie i warto czekać.

To coś, co łączy wszystkie te relacje, to poczucie wiecznej młodości. Siedząc z Magdą na pomoście nie myślę o kredycie, myślę o tym jak ją Gośka wypchnęła na środek jeziora bez wioseł. Patrząc na Zuzię, nie widzę 23 latki, tylko szkraba siedzącego u Hanki przy stole i siorbiącego pomidorówkę. Piotr nie pracuje i nie wspina się, Piotr jest Poposem ma obciachową fryzurę i łoś u niego zamieszkał.

Jednym słowem, przy pewnych osobach nie przekroczyłam mentalnie 20stki i bardzo mi z tym dobrze. 

To wielkie szczęście, być 37 letnim dzieckiem, siedzieć 1 czerwca na tarasie u Taty i jeść tajną, dziecięcą potrawę, przygotowaną specjalnie dla mnie. Tylko dla mnie, dla Królewny.

W tym miejscu, wybaczam Maksowi, że zjadł mi trochę,  bo Maks ma 5 lat i on też w sumie miał dzień dziecka. 

Walczak, specjalnie dla Ciebie, w drodze wyjątku, tajny przepis na paprykarz. Krok po kroku. 

4 podudzia z kurczaka. 

2-3 cebule, posiekane

4 zgniecione ząbki czosnku

duuuużo słodkiej papryki w proszku

mąka do obsypania 

śmietana

Musisz mieć patelnię i garnek.

Umyj kurczaka, osusz. Włóż do miski, posyp obficie papryką w proszku, nalej troszeczkę oleju, żeby papryka nie "fruwała".

Rozgrzej patelnię, nalej olej i obsmaż krótko podudzia (jeny co to za nazwa), podsmażone przełóż do garnka. Jak już wszystkie będą gotowe, to zalej je zimną wodą, tak żeby je przykryła i zacznij dusić. Na tej samej patelni, usmaż cebulę i czosnek, pewnie będziesz musiała dolać trochę oleju, ale nie rób tego, daj masło i jak już cebula będzie mięciutka, nasyp na nią łyżkę mąki. Taka a'la zasmażka się zrobi. Nalej na patelnie trochę wody, "wypłucz" to co się przykleiło na dnie i przelej do garnka. I teraz przykryj garnek i zostaw to wszystko na małym ogniu. Za godzinę powinno wszystko się rozpaść, mięso od kości, skóra od mięśni. Musisz to powyciągać, tak żeby zostało samo mięso. Teraz wypadałoby trochę posolić i zabielić łyżką stołową śmietany. Jak wyszło za mało paprykowe, to nie dosypuj proszku bezpośrednio, tylko rozpuść paprykę na maśle i dopiero dodaj. Nie będzie gorzka.

Moja droga, przepis jest tajemny, choć banalny. Jakby co, call me

 

środa, 05 czerwca 2013, gastromat

Polecane wpisy

  • Co by było gdybyśmy wiedziały, że nam się uda?

    Wyobraźcie sobie, że wstajecie rano i ktoś Wam mówi, że na pewno się uda. Ale nie tak po przyjacielsku z poklepaniem po ramionach, tylko ktoś w stylu Boga, ktop

  • Common knowledge-komosa

    Ile razy słyszałyście, że czegoś nie wolno robić, bo skończy się to źle? Przy oglądaniuilu filmów, wiedziałyście, że złowieszcza muzyka zwiastuje koniec miłych

  • Mąka i woda

    Dzieci wróciły do szkoły, nudzi mi się. Powinnam sprzątać, pisać i gotować, ale tak strasznie mi się nudzi, że nic mi się nie chce. Powinnam pojechać na grzyby,