Durszlak.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Yyyyyyyy, Warszawa

Warszawa jest cudowna. Można przejść most Poniatowskiego i się zmęczyć, można obejrzeć wystawę koło Bristolu i się wzruszyć. Za każdym razem jak wracam ze Stolnicy, to sobie myślę, że u nas to jest taka straszna prowincja. Ale taka sytuacja, hemoglobina, trwa tylko parę godzin, potem uzmysławiam sobie, że to są dwa całkiem różne miejsca, inna jest ich energia i przeznaczenie. Bardzo odkrywcze, prawda?

Temat jest wartki jak Wisła po czeskich powodziach i długi jak ulica Świętojańska. Warszawa na przykład ma Zamek Królewski i Pana Ziółko http://panziolko.pl/, za to my mamy plaże i plaże. Na naszą korzyść przemawia fakt, że linia brzegowa nie zmieni się w następnym milionleciu, ale spokojnie możemy pokusić się na własną uprawę warzyw i ziół. Oczywiście nie osiągniemy nigdy rozmachu i splendoru Pana Ziółko, ale na mikroskalę, to może się udać. 

Od zawsze hodowałam na parapecie własną kolendrę. Po pierwsze ciężko ją znaleźć w sklepach, a jak już nawet się udało, to trwała w doniczce jeden dzień i umierała w suchych konwulsjach. A taka z nasionek, rośnie i rośnie i nawet kwitnie. Po kolendrze pokusiłam się na kapustę Bok-choi. Tu nie odniosłam spektakularnych sukcesów, ale nie poddałam się i wysiałam białą botwinę. I tak, od listopada mam imponujący wachlarz świeżych liści, który sam się prowadzi i służy mi smakiem oraz dostępnością. Wysiałam trzy nasiona, z czego jedno się przyjęło i w zupełności wystarczy. Teraz kombinuję ze zwykłymi burakami i już się rozglądam za endywią, rucolą i fioletowymi ziemniakami. Dodam, że nie posiadam hektara żyznej gleby, a jedynie własny parapet i dobre chęci. 

Ten mini sałato-zielnik jest niezbędny do popróbowania przepisów z książki mojej nowej miłości kulinarnej, Pana Yotam'a Ottolenghi. Trafia w mój gust, przemawia do mnie organicznym głosem i wywołuje podskoki radości. Jedynym brakującym ogniwem pomiędzy nim a mną, są wyżej wymienione sałaty i zioła, talent, światowe uznanie i własna restauracja. Ale tak poza tym, to można działać. 

Na fali nastawiłam jeszcze zakwas na chleb i karmię go teraz pieczołowicie, trzymając w ciepełku i mieszając łyżką. No zobaczymy.

sobota, 15 czerwca 2013, gastromat

Polecane wpisy