Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | drób | kuchnia tajska | kuchnia włoska | podróże | remont | warzywa | zupy
RSS
wtorek, 27 listopada 2012

Mój blog zniknął! Na paredziesiąt przerażających godzin, nie było mnie w sieci. Panowie z działu technicznego Agory, zadają sobie trudu i kawałek po kawałku, odzyskują dwa lata mojej i nie tylko mojej, pracy. Nie wiemy co mamy aż tego nie stracimy. Jeszcze raz dziękuję Panom z działu IT. Magiczne umiejętności, czarna magia i skupienie, dziękuję. 

00:08, gastromat
Link Komentarze (4) »
środa, 21 listopada 2012

Zazwyczaj jestem dzielna. Nie wiem czy to zasługa spełniających się marzeń, ale mam w sobie siłę i pokłady cierpliwości. Gotuję dwa różne obiady dziennie, piorę to co zostało porzucone na podłodze, ścielę łóżka, wstaję przed wszystkimi żeby być zwarta i gotowa na ciężkie poranki rodziny. Nie mam weekendów, nie mam urlopu, nie powinnam być chora. Daję radę. Jestem boginią. 

Do czasu.

Przychodzi taki dzień, kiedy pogoda, ludzie i okoliczności życiowe, zaganiają mnie do emocjonalnej nory. Zazwyczaj wystarczy jak sobie w niej posiedzę i po paru dniach, jestem przysłowiowa "nówka sztuka". Ale są też takie pobyty w norze, kiedy nie dość, że ciemno, zimno i smutno, to jeszcze z góry sypią piachem. I wtedy już nie jestem boginią, no chyba że śmierci. Wyciągam wtedy skrywaną broń masowego rażenia i zaczyna się rzeź. 

Na pierwszej linii strzału - przypadkowi ludzie. Ociągająca się pani na poczcie. Inteligentny kierowca, któremu się wydaje, że jest Kubicą i zajeżdża z wdziękiem drogę oraz sąsiadka z dołu, która z uporem maniaka rysuje karoserię w moim samochodzie, bo tak jej się podoba. Głos rozsądku każe mi się wycofać z gracją, ale przebywanie w norze rządzi się swoimi prawami. Machanie rękami. Ciężkie słowa. Masakra. 

Na drugiej linii strzału - mąż. Zapomniany prezent urodzinowy. Brak kwiatków, brak komplementów, kolacji. Czara goryczy przelewa się, gdy słyszę pytanie gdzie jest w tym domu herbata. Kurczaka nie je, rosołu nie je, tego nie je tamtego też nie. Nie wie gdzie się wybieramy, z kim się umówiliśmy, potrzebuje pilnie gry za absurdalne pieniądze i koniecznie musi mieć nowe buty za milion i spodnie za 3 miliony. Nosz ręce do ziemi. Foch. Awantura. 

Na trzeciej linii - dzieci. Bałagan w szufladach. Stare kanapki w tornistrze. Lego w całym domu. Foch co rano. Nie jedzą wołowiny. Zosia wszystko z masłem, Janek bez masła. Nudzi im się, plany są głupie. Koleżanka ma lepsze zabawki, Jasiek ma szybciej urodziny. Awantura. Kara. Płacz. 

Dobrze, fajnie, obsypałam innych piachem i co teraz? Pomogło? Trochę tak, sąsiadka się boi, mąż pościelił łóżko, a dzieci reagują na drugie a nie dwudzieste drugie polecenie. A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Jak sobie pomóc, kiedy zostałyśmy genetycznie i społecznie zaprogramowane do bycia miłymi, uśmiechniętymi, zaradnymi, cierpliwymi istotami? Co zrobić, kiedy z Bogini Miłości przepoczwarzamy się w Boginię Totalnego Zniszczenia?  Drzeć się na męża, drzeć się na dzieci, drzeć się na sąsiadkę! Niech nas usłyszą! Dlaczego to właściwie my mamy łykać Neospasine i 14 tabletek magnezu dziennie? Niech oni łykają! Niech się boją!

Oprócz tego,  koniecznie zróbmy coś dla siebie. Odrzućmy banalne kąpiele z bąbelkami i manicure. Obdzwońmy wszystkie przyjaciółki. Poleżmy ostentacyjnie na kanapie na oczach domowników. Nie róbmy prania, nie róbmy zakupów. Niech sobie radzą! Nie słuchajmy Sienkiewicza, który pisał, że "tylko kucharki się obrażają". Obraźmy się na sąsiadów, znajomych co przekładają po raz czterdziesty spotkanie bez uprzedzenia. Schowajmy podręczniki doktora Spocka i nakrzyczmy na dzieci (potem oczywiście przeprośmy), przetrzymajmy parę dni męża. I koniecznie ugotujmy coś tylko dla siebie. Coś co tylko My lubimy jeść, a czego nie jemy, bo ONI tego nie lubią. 

Na przykład turbota, w lemonkowym cieście z mąką kukurydzianą. Turbota za 33 złote kilogram! Tylko dla nas. Na kanapie na której nikt nie może jeść. 

Porcja dla JEDNEJ osoby:

2 łyżki mąki kukurydzianej

jajko

sól

otarta skórka z lemonki

woda gazowana, ale niedużo, tak żeby ciasto miało konsystencję, sama nie wiem, gęstego kremu za 670 złotych słoiczek

natka kolendry (której dzieci nie lubią)

filety z turbota (których nikt nie lubi)

niezdrowy tłuszcz do głębokiego smażenia

Filety pokroić na małe kawałki, olej podgrzać do temperatury, na której normalnie smażymy racuszki i inne dziecięce potrawy. Obtoczyć w cieście, usmażyć, olej wylać bez mrugnięcia okiem. Posypać na NASZEJ miseczce kolendrą i zjeść w spokoju. 

A potem przychodzi dowód na brak ciąży i zaraz wszystko wraca do normy.

Jutro pewnie będzie dla odmiany kura dla jednych, wołowina dla drugich i pobudka o tradycyjnej 6.30 jak wszyscy słodką śpią. I tyle mojego. 

20:46, gastromat
Link Komentarze (2) »