Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | drób | kuchnia tajska | kuchnia włoska | podróże | remont | warzywa | zupy
RSS
czwartek, 20 grudnia 2012

Jutro ma być koniec świata, za 4 dni wigilia, a potem Sylwester. Napiszę sobie poradnik, jak się zorganizować, żeby nie oszaleć, nie przepłacić i nie rozwieść się.

Po pierwsze. Koniec świata. 

Można zaprosić przyjaciół, na wieczór "tylko dobrych win". Żeby nie przepłacać, należ zaprosić głównie tych majętnych albo takich, którzy posiadają składzik w piwnicy. Ponieważ nie mamy czasu na gotowanie, szykujemy deskę serów i już. Dobrze jest wypić tyle wina, żeby nie zarejestrować burzy magnetycznej, ataku zombie i zmiany biegunów.

Wigilia i Święta. Żeby nie przepłacać, należy przyjmować wszelkiego rodzaju pomoc zewnętrzną. Ciocia marzy o przygotowaniu łososia w galarecie? Proszę bardzo! Będzie nam bardzo miło i oszczędzamy 100 złotych i 4 godziny w kuchni. Teściowa chce przygotować rodzinną sałatkę jarzynową? Czemu nie, ja nie jem, ale goście na pewno z przyjemnością. Nie mamy pomysłu na 101 potraw ze śledzia? Odlewamy trochę zakwasu na barszcz i moczymy w nim filety, śledź zyskuje piękny różowy kolor i lekko słodkawy posmak buraka. Pyszne i ślicznie wygląda. Zostało nam surowe ciasto na pierniki? Dodajemy resztę do drobiowego nadzienia. Zostało jeszcze? Pieczemy 3 ciasteczka przed przyjściem gości i mamy naturalny zapach świąt. Tatahhhh.

Nie kupujemy za dużo prezentów. Po pierwsze, kryzys, po drugie jesteśmy bliskie popularnemu ruchowi przeciwników konsumpcji. Dobrym pomysłem, jest wylosowanie wcześniej kto komu robi prezent. Ustalamy górną kwotę i mamy jedną osobę na głowie a nie 8. Metoda ta oszczędza czas i pieniądze. 

Zapraszamy przyjaciół na drugi dzień świat, na tak zwane "resztkówki". To pomysł naszej mamy, jakże genialny w swej prostocie. Każdy przynosi to co mu zostało po świętach, goście zjadają to co nam zostało, a my otrzymujemy nowe zestawy dań i nie mdlejemy na widok przekładanej po raz 10 sterty wędlin. Dodam jeszcze, że ulgę odczują gospodynie po drugiej stronie, bo pozbyły się resztek jedzenia z domu. 

Sylwester. Jeżeli tak jak my wyjeżdżacie, wykluczamy z menu jedzenie, choćby zbliżone do tego świątecznego. Szykujemy coś neutralnego i coś, co każdy może sam sobie odgrzać, na przykład gulasz. Unikniemy wydawania posiłków i nic nam nie zakłóci siedzenia przed kominkiem z kieliszkiem wina. Prawda, że genialne? Jeżeli jednak zostajecie na miejscu i macie w planach spędzenie Sylwestra w jakimś eleganckim miejscu, to nie mam żadnych rad. Raz tylko spędziłam taką noc i to z okazji własnego ślubu, więc kompletnie się na tym nie znam.  

Dbamy głównie o męża, bo oni mają niższą tolerancję na wydawanie milionów z okazji ubrania drzewa i zjedzenia bezmięsnej zupy. Na ostatnich nogach staramy się wyglądać jak Grace Kelly, nie śpimy w barchanach i Broń Boże nie narzekamy! W końcu zaraz przyjdzie styczeń, z ulgą rozbierzemy choinkę i pochowamy kryształy do pudeł. 

Życzę Wam wszystkim wszystkiego co najlepsze, mało plam na obrusach, żadnych zbędnych kilogramów, maksymalnej dawki optymizmu i braku końca świata! 

 

wtorek, 11 grudnia 2012

W związku z mnogością zapytań, informuję, że już można wstawić zakwas. Powinien ukisić się w ciągu 7 dni. Jak wyjdzie, przelewamy do butelki i chowamy do lodówki. Jak nie wyjdzie, mamy jeszcze jeden tydzień na kolejną próbę. Trzymam kciuki! 

http://gastromat.blox.pl/2011/11/Zakwas-na-barszcz-Hanki.html

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Przeczekałam nudny listopad. Przeżyłam podróż do mroźnej Skandynawii. Odetchnęłam 1 grudnia. Już jest. Wszystko co miłe, dzieje się właśnie teraz. Mikołajki i zachwycone miny dzieciaków. Urodziny męża i Kasi. Zbiorowe wigilijne imieniny, bo w domu wysyp Ew i Adamów. Przedświąteczne spotkania z przyjaciółmi i planowanie z babcią "co kto robi".

Wiem, że czasami będzie ciężko. Pewnie nie obejdzie się bez zgrzytów, ktoś się z kimś pokłóci, coś nie wyjdzie. Ale to nic, święta to święta. Stres jest wpisany, stał się częścią tradycji i nic na to nie poradzimy. 

Nie wiem czy w dobie internetu, jest sens na podawanie przepisów na świąteczne potrawy. Wiedza naszych mam i babć, podparta własnym doświadczeniem, prowadzi nas przez gąszcz przygotowań i nie zawsze łagodnie doprowadza do końca. 

W tym roku, obiecałam sobie, że będę bardziej wyluzowana. Wysłucham wszystkich piątkowych licytacji na Trójce. Nauczę się zaraz słów "Karpia". Oprócz rodziny, zaproszę przyjaciół. Pozwolę dzieciom dowolnie ubrać choinkę i dewastować kuchnię na okoliczność pieczenia pierników (koniecznie według przepisu z kultowego WhitePlate). Nie ugotuję 4 kilogramów bigosu. Kupię makowiec. Postaram się, aby moje dzieci i siostrzeńcy, pokochały święta, tak bardzo jak ja je kocham. Niech dorosną do smaku barszczu Babci Hani. Niech zbieranie grzybów nabierze dla nich nowego, wigilijnego sensu. Zrobię kompot z suszu którego nikt nie pije a zawsze jest na stole. Nie zrobię piernika, zrobię cynamonowe ciasto marchewkowe które tak bardzo lubimy. Nie kupię wędlin, bo nikt ich nie je. W czwartek po świętach, chcę mieć pustą lodówkę i spokojnie wyjechać na Sylwestra. I tak sobie na koniec myślę, że im mniej się staram, tym lepiej mi wychodzą kolejne wigilie. I nikt mi nie musi przypominać, jak siedziałam w maju, w dziurze na okno i pijąc kawę, widziałam już skończone mieszkanie i choinkę w rogu. 

Czeka nas moje Drogie dużo pracy. Lepienie uszek po nocach, albo tłumaczenie dlaczego kupiłyśmy gotowe. Dwie zupy, bo u nas barszcz a u mężą grzybowa. Tłok na parkingach, ręce do ziemi od siatek. Po Wigilii i dwóch godzinach sprzątania, zaczniemy szykować świąteczne śniadanie. Nikt nas nie doceni. Skonfrontujemy się z debetem na kartach. Dotrze do nas, że jesteśmy już dorosłe i nie możemy spać do 10, bo samo się nic nie zrobi. Będzie nam przykro, że nie możemy z resztą rodziny leżeć na kanapie i oglądać "Kevina". Złożymy sobie obietnicę, że za rok będzie prościej, lepiej i nie będzie tyle bigosu. Obejrzymy po raz setny "Love actually". Postaramy się po raz kolejny wytłumaczyć mężowi, że jesteśmy zestresowane, bo to w sumie dużo pracy i ustalimy, że w przyszłym roku po prostu wyjedziemy w góry.  Będziemy gderały, że święta, święta i po świętach. Sama radość.