Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | drób | kuchnia tajska | kuchnia włoska | podróże | remont | warzywa | zupy
RSS
czwartek, 09 maja 2013

Dostałam kiedyś piątkę z biologi, bo wiedziałam, że niedawno odkryty zwierz z gatunku parzystokopytnych to okapi a kalafior nie jest niczym innym jak kwiatem. Biorąc pod uwagę fakt, że rzecz się działa w czasach kiedy lekcje odbywały się przy świecach a nie w dobie wujka Google, był to nielada wyczyn. I teraz się zastanawiam co jeszcze nie jest tym, na co wygląda. Mój ukochany karczoch, też jest kwiatkiem, żeby było śmieszniej, jest w sumie ostem. Takim samym jak ten, którego tępimy kiedy buszuje w zbożu. Genialna sprawa. Po przeczytaniu listy rzeczy na które karczochy pomagają, dochodzę do wniosku, że powinnam zjadać ich 6 kilogramów dziennie. Minimum. Karczoch, tak jak jarmuż, ma mnóstwo cudownych właściwości ale co najważniejsze, błogosławiony wpływ na wątrobę. Dla ludzi takich jak ja, którzy pod pojęciem higienicznego trybu życia, rozumieją częste kąpiele i pranie odzieży, karczoch jest zbawieniem, bardzo zresztą smacznym. 

Wbrew obiegowej opinii, karczochy nie są trudne w przygotowaniu, i nie mają aż tak strasznie dziwacznego smaku. Uważam, że są bardzo wykwintne. Pięknie wyglądają na talerzu (zaraz po jajku sadzonym i świeżych truskawkach) i wiem, że czasami można je kupić w Polsce. 

Moje co prawda przyjechały ze słonecznej Italii, ale jakby głębiej poszukać, to znajdą się pewnie gdzieś na lokalnych targach. Ponieważ teraz jest na nie sezon, aż się prosi, zjeść choć jeden talerz na kolację. 

Tu wklejam bardzo obrazowy link, jak się za nie zabrać http://www.youtube.com/watch?v=Dg1t7Ad_O9M a potem gładko przechodzimy do ich doprawiania. 

Ponieważ jest to warzywa dość delikatne w smaku, proponuję żeby zrobić tak:

Obrane i ugotowane karczochy, w zależności od kształtu można albo przekroić wzdłuż albo uciąć łodygę (nie wyrzucać, jest pyszna) i postawić (na sztorc)

Przygotować mieszankę do farszu, ze świeżego chleba typu ciabatta albo bagietka. Chodzi o to, żeby pieczywo było miękkie i aromatyczne. 

Dwie szklanki miąszu z pieczywa, włożyć do miksera, dodać pół szklanki oliwy z oliwek, garść natki pietruszki, szklankę parmezanu i posiekaną papryczkę chilli. Krótko zmiksować, nawet nie musi być gładka masa, chodzi o to, żeby się wszystko ładnie połączyło. 

Ułożyć karczochy w żaroodpornym naczyniu, powpychać mieszkankę pomiędzy listki karczocha, polać z góry odrobiną oliwy, przykryć folią aluminiową i piec przez 30-40 minut w temperaturze 190 stopni, sprawdzić czy są miekkie. To jest w sumie największy problem tych cudownych warzyw, że potrafią być nieprzewidywalnie "drewniane", ale poza tym, są po prostu świetne! No i ta wątroba!

Tagi: karczochy
11:18, gastromat
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 maja 2013

Mogłabym nie mieć kalendarza, a i tak wiedziałbym, że jest wiosna. Po pierwsze, nie widać torów, bo liście pięknie je zasłoniły. Po drugie, piegi spowodowały, że wyglądam jak indycze jajo. Po trzecie, ojciec płacze w słuchawkę, że trawnik na wsi zjedzony, a kuna czeka na kolejny poród korzystając z naszego dachu. Po czwarte, z niezrozumiałych powodów, dopada mnie depresja i chodzę i marudzę. 

Marudzę bo: pomimo zaklęć i obietnic, ciągle nie mam figury nadającej się do bikini. Ba, nawet do bikini z sarongiem zawiązanym na szyi. 

Bo nie wydałam książki kucharskiej, nie zostałam prezesem banku, ba, nawet nie skończyłam remontu.

Bo nie nauczyłam się tego, że wsparcie leży zupełnie gdzie indziej, ba, włażę w rejony gdzie dostaję emocjonalnego kopa, zamiast iść ku ciepłu i światłu emitowanemu przez rozsądnych przyjaciół. 

Jak już wszystko zawiedzie i po raz kolejny otrzymam figę z makiem i kopa, pozostaje wyjście ostateczne. Telefon do Gośki. Nie jest to sprawa łatwa ani przyjemna. Nie wykonuje się tego telefonu, ot tak po prostu. Bo to nie jest zwykła rozmowa, to jest moczenie w lodowatej emocjonalnej wodzie, psychiczny boot camp i ogólnie - zero litości. Możemy gadać przez rok o tortach, dzieciach, mieszkaniach, filmach i planach na wakacje, ale Ta rozmowa to jest inny wymiar rozmów damsko-damskich. 

Zaczyna się niewinnie, od lekkiego szlochu, narzekania na to, że tata w sumie zawsze niezadowolony, że siostra nie rozumie, mąż nie chwali, blog się sam nie pisze, ciasto opadło, wołowina twarda, nie mam na buty, nie mam czasu, figury, dobrze obciętych włosów, pomysłu, cierpliwości etc. Gośka jest spokojna. Przytakuje gdzie trzeba, dopyta, upewni się czy tata na pewno nie chwali i czy to na pewno jest TA rozmowa i ten kaliber. Jej rozwiązania są zazwyczaj rozsądne i przemyślane. Genialne w swej prostocie i wykonaniu. Nie masz figury? Ćwicz, nie pij wina, idź na spacer do Sopotu albo dalej. Nie wydałaś książki kucharskiej? Pisz jeszcze więcej, poświęć na to 5 godzin dziennie, staraj się, udzielaj. Tata niezadowolony? No cóż zawsze był i pewnie będzie. Ciasto nie wyszło, nie musi. Nie masz na buty? Nie pij wina, będziesz miała. I tak dalej. Ale ja się bronię. Zaczynam od przerywników "ale Gośkaaaa, ja to wiem , ale...". Czuję po głosie, że druga strona coraz bardziej poirytowana, ale jeszcze wyrozumiała, po przyjacielsku ciepła i kiwająca głową. Aż na kolejne "ale Gośkaaaa" otrzymuję syk, spod którego wyłania się zwrot "jeszcze raz powiesz, ale to jeszcze raz "Gośka, ale", to porozmawiamy inaczej!" I to zazwyczaj skutkuje. 

I tak to już w życiu jest. Proste rozwiązania są najlepsze. Przyjaciele od lat, będą przyjaciółmi na lata. Wiosna na wsi, będzie urocza jak się skupimy na zapachu jeziora i kwiatkach, a nie na dezaprobacie ojca. Figura będzie lepsza, jak po prostu schudniemy albo zaakceptujemy fakt, że nie mamy tak jakbyśmy chciały. Nie otrzymujesz czegoś od kogoś-nie oczekuj tego, może on po prostu nie może ci tego dać. Nie przejmuj się, że setny raz podajesz sałatkę z kalafiora. Skoro jest pyszna i wszystkim smakuje, to po co psuć. Za rok, będziemy jedli coś innego, będą inne problemy na wiosnę. Tata niech sobie narzeka - byle by był i narzekał w zdrowiu. Pozostaną tylko wiosenne piegi, ale one też nie mogą być takie tragiczne, skoro mąż je kocha, a Rysiu chce im koniecznie zrobić zdjęcie. Wiosno przybywaj, ale Gośkaaaa pomogła!

Byłabym zapomniała! "NieśmiertelnaSałatkaZKalafioraKtórąWszyscyJedząOdCzasuKoalcjiuNiewiarów"

Starty na tarce o grubych oczkach surowy kalafior

Jedna starta czarna rzepa albo biała rzodkiew

Dwa kubeczki śmietany 18%

4 łyżeczki chrzanu

2 łyżeczki świeżego estragonu

sól

Wszystko razem wymieszać. Tatah!