Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | drób | kuchnia tajska | kuchnia włoska | podróże | remont | warzywa | zupy
RSS
poniedziałek, 12 września 2011

Cudownie jest mieszkać nad morzem. Nawet jak widzi się je dwa razy do roku.

Nasi "Przyjaciele z dzielnicy willowej" przeprowadzili się do nas ze Stolicy. W związku z tym, szybko stali się bazą pobytową dla przyjaciół, którzy na taką przeprowadzkę się nie zdecydowali.

Piękna para, która do nich przyjechała, okazała się parą na wpół wegetariańską. A kolację trzeba było zrobić. 

Idąc na zakupy zakładam, że kupuję pierwszą rzecz, która mi się spodoba i do tego układam całe menu. 

Wiedziałam, że będzie nas 6 dorosłych w tym jedna osoba niemięsna i 7 dzieci z czego najmłodsza Szprotka, pije tylko mleko, bo nie ma jeszcze zębów.

U mojej Pani od mięsa, zobaczyłam fantastyczny surowy boczek. Piękny, wyłuskany, z równą porcją mięsa i tłuszczu. No dobrze, kwestia naszej kolacji załatwiona, ale co pozycją bezmięsną?

Spanikowana kupiłam wszystkie warzywa, które wyglądały na coś, co może stworzyć potrawę o spójnym smaku. Do tego koszyczek kurek, bukiet kwiatów, sałatę, chleb z Bio Piekarni, gazetę i gdy zabrakło mi już kończyn, udałam się, jak klasyczna matka siatkarka, do domu. 

Z boczku zrobiłam roladę nadzianą pastą z bułki tartej, pietruszki, czosnku i masła. Obwiązałam ciasno kuchennym sznurkiem, który moje dzieci regularnie kradną mi z szuflady. Po steku przekleństw i rozcinaniu węzłów gordyjskich, włożyłam boczek na ruszt piekarnika rozgrzanego do 180 stopni. Po 15 minutach zorientowałam się, że tłuszcz spływa prosto na dno i pali z prędkością światła, pozostawiając kuchnię spowitą oparami czarnego dymu. Wywietrzyłam mieszkanie, zapaliłam papierosa (i tak nie będzie czuć), podstawiłam naczynie na tłuszcz i zabrałam się za tort w warzyw. 

Boczek trzeba doglądać, nie może być za bardzo upieczony bo będzie twardy, nie może też być niedopieczony, bo tłuszcz będzie miał konsystencje galaretki, a to niefajnie wygląda i jeszcze gorzej smakuje.

Pierwotnie wymyśliłam tartę z warzywami, ale tak się zelziłam na spalony tłuszcz, że postanowiłam iść drogą na skróty.

Na tort z warzyw potrzebujemy

2 bakłażany (małe)

2 cukinie

2 papryki

kartonik krojonych pomidorów

2 cebule

główkę czosnku

trochę świeżych liści bazylii

30 dkg zblanszowanych kurek

ugotowany na parze spory brokuł, podzielony na różyczki

i opakowanie serka feta

Do piekarnika, w którym piecze się boczek, próbujemy zmieścić jakimś cudem pokrojone na długie paski bakłażany (uprzednio posypane solą i wypłukane po tym jak puszczą sok) oraz cukinie i paprykę skropione oliwą.

pieczemy aż się zrumienią

na patelni dusimy kurki z jedną cebulą aż będą miękkie

na drugiej patelni dusimy pomidory z cebulą i czosnkiem, na koniec dodajemy świeżą bazylię

w dużej tartownicy układamy warstwami bakłażany, na to cukinia, papryka, kurki, brokuły, pomidory z czosnkiem

na górę warzyw kładziemy talerz o odpowiedniej średnicy i obciążamy np. kamieniem (może ktoś ma kamień w domu) marmurową rzeźbą, hantlem męża, no czymś co jest ciężkie

zostawiamy talerz na 10 minut aż warzywa się "ugniotą" 

zdejmujemy talerz

kruszymy fetę na wierzchu i wkładamy tartownicę do piekarnika

pieczemy w 180 stopniach aż feta się trochę rozpuści, zbrązowieje, a wszystkie smaki się połączą, czyli jakieś 20-30 minut 

jako dodatek zrobiłam pomidory z rucolą i podałam super zdrowy chleb duński z bio piekarni

z 6 butelkami wina - smakowało bosko!

12:23, gastromat
Link Dodaj komentarz »

 

W moim rodzinnym domu, drzwi były zawsze otwarte.

Hucznie obchodzono imieniny, urodziny, i tłuste czwartki. Mama na każdą imprezę gotowała kurczaka z curry. Były tez próby bardziej wyrafinowanych potraw, jak na przykład ryby po grecku. Potrawa o tyle finezyjna, że w szarych czasach PRL-u, można było dostać co najwyżej karpia lub mrożonego morszczuka. Ryby te po obróbce termicznej wyglądały zazwyczaj jak szara breja. Na szczęście goście w naszym domu byli wyluzowani, a do kanonu wszedł tekst naszego sąsiada, który starając się pocieszyć mamę poprosił ją " Hania, chlapnij mi tu tej ryby".

Kapitalizm w pełnym rozkwicie, więc nie wypada podawać w kółko curry z kurczaka. Trzeba mieć plan. Uwzględnić częstotliwość potraw oraz zaskakiwać, zaskakiwać i jeszcze raz zaskakiwać. 

Mieli wpaść "Przyjaciele z dzielnicy willowej', na głośny mecz Polska-Niemcy, potrzebowałam więc czegoś co może poczekać w piekarniku ponieważ oni nie mają zegarków, a jak mają to czuja opór przed ich używaniem.

Klasyczna lasagne smakuje tak naprawdę jak spaghetti Bolognese postanowiłam ją w związku z tym "upiększyć".

Lasagne na 6 osób ( te dwie porcje są dla męża na drugi dzień )

70 dkg mielonego mięsa z szynki

dwa małe bakłażany ( duże są pełne pestek i gąbczaste )

mała cukinia

20 dkg pieczarek

3 cebule

litrowa butelka passaty ( do zalana lasagne )

dwa kartoniki krojonych pomidorów

czosnek

świeżą bazylia

4 kulki mozzarelli po 125 g każda

Ad rem

bakłażany kroimy w plastry o grubości około 0,5 cm, solimy i zostawiamy na 20 minut aż puszczą sok czyli pozbędą się goryczki

cukinia również w plastry ale już bez leżenia w soli

rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni

płuczemy bakłażana i razem z plastrami cukinii smarujemy oliwą z oliwek

układamy na ruszcie piekarnika

czekamy aż się upieką ( 15 minut ) a w międzyczasie...

 

siekamy cebulę i razem z mięsem i pieczarkami podsmażamy na patelni aż białko się zetnie czyli mięso będzie szare

wyciskamy dwa - trzy ząbki czosnku (można więcej, jak uznamy, że z całowania wieczorem i tak nici),

 

smażymy jeszcze przez parę minut i zalewamy krojonymi pomidorami z kartonika, możemy dodać pół szklanki wody,

czekamy aż się wszystko poddusi (kolejne 15 minut).

Już dawno powinniśmy wyłączyć warzywa w piekarniku i jak się nie spaliły, dodajemy TYLKO cukinie do mięsa na patelni i mieszamy żeby też pokryły się sosem pomidorowym, dodajemy do sosu świeżą bazylię, według uznania, ja daję 10 porwanych listków.

bakłażany odkładamy na bok

w dużym naczyniu żaroodpornym układamy płaty makaronu do lasagne (teraz już są takie wspaniałe, że nie trzeba ich wcześniej obgotowywać)

 

na to cienką warstwę mięsa z pomidorami, potem znowu makaron i mięso i tak do momentu kiedy skończy się nam mięso albo całość zacznie wypadać z naczynia. 

Kończymy układanie lasagne płatami makaronu, na wierzch plastry bakłażana ( pięknie wyglądają ) porwaną mozzarellę i zalewamy wszystko posoloną passatą.

 

Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni na jakieś 20 minut. Po wyjęciu z piekarnika, dobrze jest posypać lasagne, świeżo startym parmezanem. Umówmy się, parmezan jest zawsze cudownym zakończeniem.

 

Do lasagne pasuje zwykła sałata.

Niemcy dla odmiany zremisowali z nami, czy może raczej my z Niemcami.

11:06, gastromat
Link Dodaj komentarz »

 

W naszej rodzinie zawsze były domy na wsi. Sycowa idealnie nadawała się idealnie na wypady z kolegami. Było jeszcze Gostomie, w którym babcia rządziła twardą ręką. Wydzielała porcje czereśni a obiad był na 12.00. To tam nauczyłam się pływać, zbierać grzyby i palić papierosy z chłopakami ze wsi. Było pięknie.

Teraz są Nawiezi.

Wszyscy nasi przyjaciele, bliżsi lub dalsi znajomi, byli tam choć raz. 

W Nawiezi są cykle i powtarzające się rytuały. Sylwester mija pod znakiem walki o drewno, zatrudnienia połowy wsi do odśnieżania drogi oraz picia wina przy kominku. Majówka przebiega pod znakiem kopania, siania, sadzenia, sprzątania oraz picia wina na tarasie. Potem są dłuższe wypady weekendowe podczas których sadzimy, kopiemy, sprzątamy oraz pijemy wino na tarasie. Podczas weekendu z Bożym Ciałem ustalamy z Tatą grafik przyjazdów na cały sezon, który mój ojciec-znany logistyk-zmienia pięciokrotnie. A potem następuje długo wyczekiwany wyjazd "na dłużej". Jak byłam młodsza i naiwna-pozostawiałam moim przyjaciołom dowolność w wyborze terminu. Rzucałam ogólnikowe "jesteśmy cały lipiec, wpadajcie kiedy chcecie" licząc, że w każdym tygodniu przyjedzie jedno z nich. Po pierwszym wyjeździe, kiedy 3 tygodnie siedziałam sama z dzieci umierając z nudów, żeby w ostatni przyjąć 4 pary z 2 dzieci każda, postanowiłam prowadzić zapisy i uprzedzać o konsekwencjach przebywania w 20 osób w jednym domu.

Podczas lipcowych wyjazdów, oprócz dosadzania, pielenia, pobieżnego sprzątania i nieustającej walki z ekologiczną, unijną, super bajerancką, śmierdzącą oczyszczalnią ścieków, pijemy wino na tarasie i CHODZIMY NA GRZYBY!

Mój Tato ma takie szczęście, że w każdym z jego domów letniskowych, grzyby rosną na działce, za płotem działki i w najbliższym lesie. Do klasyki przeszło wychodzenie w piżmie, z kawą i papierosem przed dom i nonszalanckie przynoszenie 5 kozaków i dwóch rydzów.

Szczytem marzeń są oczywiście prawdziwki. Nie gardzimy też kurkami. W tym roku jest ich pierdzyliard. Rosną wszędzie i nadają się idealnie do jajecznicy, zupy z kurkami, do suszenia, do sosu. Ale najbardziej pasują do makaronu.

Pamiętam jak wracając kiedyś z Niewiarami, zatrzymaliśmy się w słynnej Restauracji " U Tatiany" z klasyczną kuchnią rosyjską. Ponieważ obsługa była fatalna, Panowie postanowili sobie poprawić humor analizą pozycji w menu. Umarli ze śmiechu, podczas opisywania potrawy "sarna z kurkami" jako żywego zwierzęcia z kurkami od kranu umocowanymi w podbrzuszu.

 

Makaron z kurkami dla 4 osób

na 2 spore garście grzybów potrzebujemy 400 ml śmietany kremówki i dwie łyżki parmezanu

kurki myjemy, najlepiej mącząc je w wodzie z dużą ilością soli

kładziemy na zimną patelnię

dodajemy łyżkę masła

i powolutku podgrzewamy

solimy

jak zaczną puszczać sok zalewamy kremówką i czekamy aż śmietanka odparuje

gotujemy makaron, najlepiej tagiatalle

 

et voila! można posypać natką pietruszki, ale tylko ja ją lubię więc u nas występuje w wersji, że "warzywa kują w zęby"


10:00, gastromat
Link Dodaj komentarz »