Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | drób | kuchnia tajska | kuchnia włoska | podróże | remont | warzywa | zupy
RSS
czwartek, 27 września 2012

Krążą w rodzinie mity, że pierwsze grzybobrania zaliczyłam w nosidełku na ojcowskich plecach. Nie wiem ile w tym prawdy, ale miłość do chodzenia po lesie pozostała mi po dziś dzień. Przemierzam zaprzyjaźnione kaszubskie lasy w kaloszkach i pohukuję na resztę grupy, że "Na pewno tu są! W zeszłym roku znalazłam tu 40 prawdziwków i kilogram kurek!". Grupa znaczącą stuka się w głowę, bo nawet muchomorów brak. Ale to nic, może coś znajdę, może tylko pochodzę wspominając sobie, jak tu siedziałam z Wojtkiem na łączce i gadałam o życiu, a tam, jako maluch, zbierałam z Kasią kozaki, łypiąc na jej stronę brzózek i weryfikując czy jej nie jest bardziej "grzybna". W niedzielę zatrzymałam się w pewnym tajnym lasie znanym tylko mi i  Lalou, ale ona była tam dzień wcześniej i miała chyba jakiś radar, bo WSZYSTKO wyzbierała! Wróciliśmy z Kubą z odrobiną rydzów, garścią zielonek, żałosną górką podgrzybków i smętnym prawdziwkiem. Ani to ususzyć, ani zamarynować, no więc co? W takim wypadku zapraszamy sąsiadów i pieczemy tartę z grzybami "na oko"

Porcja na małą tortownicę

3-4 płaty rozwałkowanego ciasta francuskiego

na oko dwie garście pokrojonych grzybów (u mnie znalazły się podgrzybki, 4 kurki, zabłąkany prawdziwek i maślak zebrany przez Zosię)

na oko dwie garście posiekanego pora (białe części)

na oko dwie szklanki kremówki

rozgnieciony ząbek czosnku

ser brie (niekoniecznie ale fajnie wygląda)

sól oczywiście

Nagrzewamy piekarniki do granic możliwości. Wykładamy torto/tartownice papierem do pieczenia. Rozwałkowane ciasto układamy tak, żeby się łączyło w jedną całość z marginesem po bokach. Margines powinien mieć "na oko" taką wysokość, żeby masa nam się nie wylała wierzchem. Wstawiamy do lodówki.

Na patelni podsmażamy pora na łyżce masła. Jak się poddusi, dodajemy grzyby i smażymy dalej (jakieś 7-10 minut). Solimy. Zalewamy całość śmietanką i czekamy aż zredukuje się tak, że można ją przełożyć łyżką. Wyciągamy tort/tartownicę z lodówki. Masę rozkładamy na cieście. Na wierzch dodajemy ser pokrojony na trójkąty i lekko zatapiamy go w masie grzybowej. Wstawiamy torto/tartownicę do rozgrzanego piekarnika i skręcamy temperaturę na 210 stopni. Tarta jest gotowa jak ciasto się upiecze a ser lekko roztopi.

Wiem, że to dziwny przepis ale grzyby czasami trzeba potraktować "na oko". Jadę jeszcze w niedzielę do tajnego lasu, a że Lalou wróciła na szczęście do stolicy, jest szansa, że następnym razem podam przepis na marynatę dla 15 kilogramów zielonek. Ha!

19:48, gastromat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2012

Parę dni temu, pewien znany polski stylista, który zapadł w mojej pamięci zdaniem "nie warto odchudzać się za wszelką cenę, bo chuda krowa niekoniecznie będzie sarenką", tłumaczył mi i milionom kobiet, że zaczął się sezon na czerwień i koronki. Czyli co?, mam się ubrać w czerwoną koronkową suknię i chodzić w niej do czasu, aż  zacznie się kolejny na szetlandowe golfy i tiul?

Sezon to może być na flądrę, na kaszubskie truskawki i gruszkę klapsę, a nie na kolor i fason. I tak jak on czeka na sezon plażowy, bo ma szałowe kąpielówki, tak ja czekam na paprykę i kanie w trawie pod lasem. Każdemu według uznania. On ma rację, głupio chodzić po lotnisku w Gdańsku czekając na samolot do Warszawy, w kaloszach jak na dworze 20 stopni, tak samo jak i głupio zajadać się truskawkami w połowie stycznia - więc trzeba się jakoś dostroić i być zen. Więc teraz gładko i naturalnie przechodzę na grzyby, papryki, bakłażany i płaszcze. Niekoniecznie na truskawki i koronkę. 

Jest takie magiczne zdanie, że zamykamy smaki lata w słoikach, a ja zamykam jesień, bo jest sezon na wszystko to co dobre i co pomoże nam przetrwać jedyny miesiąc którego nie znoszę czyli listopad.

Pasta z jesiennych warzyw

6 kilogramów dobrych, dojrzałych pomidorów

2 kilogramy czerwonej i pomarańczowej papryki

2 kilogramy bakłażanów

2 kilogramy cukinii

3 główki czosnku

1 kilogram cebuli

świeża bazylia i oregano

sól

chilli w płatkach 

Wszystko myjemy

cebulę obieramy i kroimy w plastry, 

w naczyniach żaroodpornych układamy całe pomidory i paprykę ze skórą oraz czosnek w łupinach

bakłażany i cuknię kroimy w plastry i układamy na rusztach 

Pieczemy w piekarniku w temperaturze 200 stopni, aż pomidory i papryka zmiękną, a cukinia i bakłażan się zarumienią. 

Pomidory i paprykę obieramy ze skóry, kroimy z grubsza na mniejsze kawałki, czosnek obieramy z łupin.

W sporym garnku, na niewielkiej ilości oliwy podsmażamy cebulę z chilli, aż zmięknie, dodajemy pozostałe warzywa, solimy i dusimy na wolnym ogniu około godziny, aż całość zmięknie i smaki się połączą. Dodajemy po łyżce stołowej posiekanych ziół. Pasteryzujemy w słoikach albo mrozimy w woreczkach. 

I tak rozumiem sezon na "coś", porządek w przyrodzie i w szafie. W listopadowy poranek zjem na śniadanie konfiturę z truskawek, dosładzaną z braku innych możliwości krupnikiem (boski smak), a na obiad lasagne z pastą pomidorowo - bakłażanową. Wieczorem zaś, odmrożę rydze i będę myślała o tych bajecznych wrześniowych weekendach na wsi oraz o kaloszach zamiast koronek. 

 

 

09:48, gastromat
Link Komentarze (3) »