<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Z GÓRY WIEM, ŻE DOBRE</title>
    <link>http://gastromat.blox.pl/html</link>
    <description>z góry wiem, że dobre</description>
    <lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 07:22:23 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Polędwica Wellington-komunia część trzecia</title>
      <link>http://gastromat.blox.pl/2012/05/Poledwica-Wellington-komunia-czesc-trzecia.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04752.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04752.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Wstałam w sobotę skoro świt, ubrałam się ciepło i udałam spacerkiem na moją ukochaną gdyńską halę. Kupiłam pyszne szparagi "oliwki" czyli te najcieńsze, zioła, młode ziemniaki, dwie prawie żywe kaczki, i już, już miałam wracać do domu kiedy u mojej Pani "od mięsa" odkryłam, przepiękną, skrajnie cudną, idealną-polędwicę wołową.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04733.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04733.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Zweryfikowałam szybko plany obiadu komunijnego, zamieniłam łososia na wołowinę. Była 9.00, słońce świeciło, wypiłam kawę, ogarnęłam szybko sytuację i zabrałam się do gotowania. Najpierw wstawiłam rosół z pieczonych warzyw. Miałam to zrobić w piątek ale, że przyjechały moje piękne skandynawskie szkodniki, zaryzykowałam, że zrobię wszystko w sobotę. Po rosole zabrałam się za mięso i kaczki. Kaczki zrobiłam jak zwykle, cudów nie było. Obejrzałam z atencją polędwicę, nasyciłam oczy, i zabrałam się za klasycznego Wellington'a. Podparłam się przepisem Gordona Ramsey'a, i nie żałowałam. Polędwica wyszła bosko, i przy najbliższej sprzyjającej okazji zrobię ją ponownie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Kilogram polędwicy wołowej (cieńszy koniec)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;250 gram pieczarek &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;garść namoczonych suszonych prawdziwków&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;50 gram masła&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;spora gałązka świeżego tymianku&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;100 ml. wytrawnego białego wina&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;12 plastrów szynki typu prosciutto, ja użyłam tej ze znanego dyskontu na "L"&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;opakowanie 500g mrożonego ciasta francuskiego, najlepiej takiego w rolce&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;3 łyżki oliwy z oliwek&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2 żółtka rozmącone z dwiema łyżkami zimnej wody&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;trochę mąki do rozwałkowania ciasta&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Opis będzie długi, ale tak naprawdę nie jest to skomplikowana potrawa, opiera się bardziej na czasie pieczenia.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/kaczuszki.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/kaczuszki.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Polędwicę obsmażamy dokładnie z każdej strony na rozgrzanej oliwie. Wstawiamy do gorącego piekarnika (200 stopni) na mniej więcej 15-20 minut. Polędwica powinna być różowa w środku, więc można sprawdzić, rozkrawając ją u góry czy jest gotowa. Musimy pamiętać, że w trakcie docelowego pieczenia polędwica już się nie zmieni, jedynie podgrzeje. Mięso pozostawiamy do wystygnięcia. Wyciągamy ciasto francuskie żeby się rozmroziło. Kroimy pieczarki i odsączone prawdziwki najdrobniej jak się da, i dusimy na maśle na wolnym ogniu. Solimy, czekamy parę minut aż puszczą sok. Dolewamy wino, wkładamy tymianek, czekamy aż grzyby zmiękną a wino wyparuje. Wyciągamy tymianek. Farsz powinien być dość zwarty i odparowany. Pozostawiamy do wystygnięcia. Jak już polędwica i grzyby wystygną zaczynamy operację zawijania. Rozwałkowujemy ciasto w prostokąt który (musimy to sobie wizualnie wyobrazić) po zawinięciu zakryje polędwicę (mniej więcej 18 x 30 cm), tylko nie za cienko. Brzegi ciasta smarujemy jajkiem. Na ciasto kładziemy szynkę, plaster koło plastra. Na środku szynki układamy mięso. Polędwicę również smarujemy roztrzepanym jajkiem (farsz się będzie lepiej trzymał), obkładamy grzybami. Pewną ręką i bez strachu, zawijamy ciasto z dwóch stron do góry. Musimy sobie wyobrazić mięso które po pokrojeniu w plastry, będzie otoczone szynką, grzybami i ciastem. Górne brzegi ciasta sklejamy (posmarowaliśmy je już jajkiem), musimy starać się obkleić jak najciaśniej, żeby w środku nie było wolnej przestrzeni. Zawijamy boki do góry. Jak zabraknie ciasta, możemy odkroić brakujący kawałek i po prostu dokleić go z góry. Ciasto smarujemy z wierzchu żółtkiem które nam zostało, będzie się pięknie błyszczeć po upieczeniu i wstawiamy do lodówki. Ja przetrzymałam moje do niedzielnego poranka i upiekłam po przyjściu gości, w temperaturze 190 stopni przez 30 minut, czyli do momentu kiedy ciasto było złote i rumiane. Polędwicy się nie soli przed obróbką termiczną, więc warto postawić na stole sól:).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Trzymam kciuki za wszystkie "komunistki", na pewno się uda, w końcu podejmujemy obiadem ludzi których już znamy, więc nie ma co się strachać na zapas. Spędziłam co prawda całą sobotę w kuchni, za to niedziela poszła bardzo gładko. Podgrzewanie kaczek, pieczenie w tym samym piecu polędwicy, gotowanie ziemniaków i przygotowanie sałaty oraz szparagów, zajęło mi dokładnie tyle czasu ile moim gościom zajęło zjedzenie rosołu i chwila odpoczynku. Polecam również komunijny tort dziewczyn z www.wspanialetorty.blogspot.com, był prosty, szykowny i wszystkim smakował. Ba, ja go zrobiłam! A to jest rzecz praktycznie niemożliwa!&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>gastromat@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <guid>http://gastromat.blox.pl/2012/05/Poledwica-Wellington-komunia-czesc-trzecia.html</guid>
      <pubDate>Wed, 16 May 2012 07:22:23 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Rosół z pieczonych warzyw-komunia część druga</title>
      <link>http://gastromat.blox.pl/2012/05/Rosol-z-pieczonych-warzyw-komunia-czesc-druga.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04714.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04714.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Pomiędzy wyborem kolorów ścian, mierzeniem mebli i pakowaniem, muszę znaleźć czas na przygotowanie się do komunii. Co prawda z powodu niezaplanowanej majówki Panów Piotrów, szansa na obiad w nowym mieszkaniu, oddaliła się z prędkością światła ale działać trzeba. Mam już przystawkę, czas na dalszą część obiadu. Więc zupa. Wiem, że prochu nie wymyślę i zrobię po prostu rosół. Niby jest passe i aż by się chciało zaszaleć z jakimś kremem z białych warzyw, ale kto powiedział, że rosół nie może być wystrzałowy? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Dla 15 osób potrzebujemy&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;4 litry wody&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;około 1,5-2,5 kg mięsa, ja daję połowę kurczaka rosołowego, kawałek szpondra i/albo pręgi wołowej&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;mały listek laurowy, 5 ziaren pieprzu, gałązka świeżego lubczyku&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;i teraz jest myk z warzywami&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;seler pokrojony w ćwiartki (seler daje ten specyficzny wytrawny posmak)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;5 marchewek (marchew daje słodycz)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2 pietruszki (pietruszka daje lekkość)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;jeden duży por (por daje warzywny posmak)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;(obrane umyte)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2 cebule bez łupiny ale w całości (cebula daje kolor i podkreśla smak mięsa)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;cała główka czosnku, nieobrana (czosnek jest zawsze dobry)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;warzywa pieczemy w piekarniku, bez dodatku tłuszczu przez około 40 minut w temperaturze 200 stopni aż zbrązowieją. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04705.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04705.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Mięso wkładamy do zimnej wody (tak żeby przykryła mięso) i gotujemy do momentu kiedy pojawi się pierwsze ścięte białko (około 20-30minut), wodę wylewamy. Dodajemy do mięsa świeżą wodę, wkładamy warzywa, listek i pieprz. Wstawiamy na najmniejszy ogień, i gotujemy dłuuuugo i po malutku, szumując z wierzchu co 15-20 minut. To zajmie przynajmniej 5-6 godzin. Gotujemy z uchyloną przykrywką, co może nie jest specjalnie ekologiczne, ale pozwoli wodzie trochę odparować, i zagęści smak. Zabójcze dla rosołu są: za wysoka temperatura gotowania i sól. Od "gotowania" a nie "migania" rosół mętniej a od soli, mięso robi się twarde na początku i nie oddaje smaku. Rosół można posolić jak jest już prawie gotowy czyli mięso jest miękkie. Ale nie później niż na pół godziny przed końcem. Lubczyk zastąpi nam jakże popularną "maggi" ale trzeba go dodać przed końcem gotowania i wyjąc po 10 minutach (jak zbrązowieje). Ponieważ rosół musi być czyściuteńki i bez skazy, przelewamy go przez sitko wyłożone gazą. Ponieważ życie bywa okrutne i zapowiadają podczas komunii burze i deszcz, proponuję wstawić rosół w sobotę, wiejska mądrość rzecze, że po burzy rosół kiśnie. Pojęcia nie mam dlaczego i czy aby na pewno, ale lepiej nie ryzykować.&lt;/p&gt;</description>
      <author>gastromat@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>zupy</category>
      <guid>http://gastromat.blox.pl/2012/05/Rosol-z-pieczonych-warzyw-komunia-czesc-druga.html</guid>
      <pubDate>Wed, 9 May 2012 07:59:57 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dzieci za szybko rosną-obiad komunijny</title>
      <link>http://gastromat.blox.pl/2012/04/Dzieci-za-szybko-rosna-obiad-komunijny.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04590.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04590.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Moja piękna, mała córeczka, jest na tyle duża, że za dwa tygodnie przystępuje do Pierwszej Komunii. Ponieważ ciągle działam w trybie "hurraoptymizmu", zdecydowałam niefrasobliwie, że obiad komunijny przygotuję w domu. Nie martwię się o Panów Piotrów i termin oddania mieszkania, wiem, że dadzą radę. Muszą dać, uprzedziłam ich, że w przypadku tak zwanej "obsuwy", obiad komunijny będzie miał miejsce w domu jednego z nich. Martwię się o logistykę podawania potraw. Po prostu nie chcę stać cały czas w kuchni i zerkać nerwowo na zegarek. W związku z tym, od paru dni, pieczołowicie próbuję potrawy, które będą: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;a) uniwersalne&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;b) spodobają się Zosi i naszym gościom&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;c) ich przygotowanie nie jest zbyt skomplikowane&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;d) mogą stać i czekać na podanie&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;I to wcale nie jest takie proste. Teoretycznie, mogę upiec 5 kaczek oraz zamówić tort, cały urok w tym, że obiecałam Zosi biało-różowe menu, biało-różowy stół i biało-różową atmosferę. Póki co, opracowałam przystawkę, uważam, że jest piękna i bardzo smaczna. I może stać od piątku w lodówce. Ba, ona musi stać 2 dni lodówce! Łosoś w buraczkach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Dla 15 osób potrzebujemy:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;filet z łososia, ze skórą ale bez ości &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;szklankę soli morskiej&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;dwie łyżki cukru trzcinowego&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;3 buraki, obrane i pokrojone na cieniuteńkie plastry (ok.300 gram)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;50 ml wódki&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;cytrynę (sok plus otarta skórka)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;3 łyżki stołowe utartego chrzanu, musi być surowy&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Filet z łososia kładziemy skórą do dołu na folii spożywczej. Nacieramy solą morską, cukrem, chrzanem, polewamy wódką i sokiem z całej cytryny, posypujemy skórką cytrynową i burakami pokrojonymi w plastry. Nacieramy najmocniej jak się da. Owijamy szczelnie folią i na wierzch kładziemy duży talerz z obciążeniem (słoiki z dżemem, zapeklowana kaczka, no w każdym bądź razie coś bardzo ciężkiego) i wkładamy do lodówki. Po paru godzinach, odlewamy soki, uważając, żeby nie wyrzucić buraczków z dodatkami. Trzymamy w lodówce mniej więcej półtorej doby. Czyli, wstawiamy w piątek do lodówki, wyciągamy w niedzielę komunijną rano, kroimy na cieniuteńkie plasterki i podajemy z rucolą. Potem możemy nalewać zupę - rosół z pieczonych warzyw. Ale o tym za parę dni. Muszę dopracować szczegóły. A tak naprawdę, to muszę się zastanowić, czy obiad nie będzie jednak u Panów Piotrów. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04600_20120426210630.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04600_20120426210630.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;</description>
      <author>gastromat@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <guid>http://gastromat.blox.pl/2012/04/Dzieci-za-szybko-rosna-obiad-komunijny.html</guid>
      <pubDate>Thu, 26 Apr 2012 21:09:44 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Majówka w mieście</title>
      <link>http://gastromat.blox.pl/2012/04/Majowka-w-miescie.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04564.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC04564.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Z powodu końcówki remontu, po raz pierwszy, od wielu wielu lat, spędzimy długi weekend majowy w mieście. Ponieważ kawa nie wyklucza herbaty, zrobimy majówkę bez majówki.  Zamiast malowania słupków na tarasie, będziemy malować meble dzieci, zamiast dosadzania krzaków, przesadzimy kwiaty po przeprowadzce. Zamiast grilla na tarasie, zrobimy "grill" w piekarniku. Widok na Gdynię zastąpi widok na jezioro. I bardzo się z tego cieszę. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Ten pierwszy majówkowy grill, zawsze był specjalny, zwiastował lato i wszystko co najlepsze. Postaram się, odtworzyć go w centrum miasta.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC01168.JPG"&gt;&lt;img class="imgw" src="http://gastromat.blox.pl/resource/DSC01168.JPG" alt="" data-orig-width="620" data-orig-height="413" data-prev-width="620" data-prev-height="413" data-image-new="1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Tak naprawdę, to na wsi zazwyczaj grilujemy, pewne znane kiełbaski pieprzowe, z pewnego znanego sklepu, ale na to nie potrzeba przepisu. Postanowiłam więc, zaczerpnąć ze źródełka wiedzy mistrzów czyli amerykańskiego bbq. Lektura przepisów na podstawowe sosy, zajęła mi dwa dni. Co tam się dzieje! Czyste szaleństwo! Kentucky style, Alabama style, do żeberek, do kurczaka, z sokiem jabłkowym, bez soku jabłkowego. Nie wiedziałam od czego zacząć, więc zaczęłam od początku. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Klasyczny "Kansas city rib sauce"-mój absolutny faworyt (póki co, bo ja się dopiero rozkręcam w tej materii)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;potrzebujemy&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1 szklankę ketchupu, ja użyłam "Heinz first harvest"&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1/4 szklanki wody&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1/4 szklanki octu jabłkowego&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1/4 szklanki melasy z buraków albo ciemnego cukru&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;3 łyżki oliwy z drugiego tłoczenia&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2 łyżki słodkiej papryki &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1 łyżkę sproszkowanego chilli&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1 łyżeczkę pieprzu cayenne&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2-3 zgniecione ząbki czosnku&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;łyżeczkę soli&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;W garnku o grubym dnie, podsmażamy czosnek na oliwie aż się niebezpiecznie zabrązowi (ryzykowne, ale o dziwo pasuje), dodajemy resztę składników i gotujemy na wolnym ogniu przez 15 minut. Pycha!&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;St.Louis BBQ sauce-równie pyszny, acz delikatniejszy&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;potrzebujemy&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2 szklanki ketczupu&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1/2 szklanki wody&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1/3 szklanki octu jabłkowego&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1/3 szklanki brązowego cukru&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;2 łyżki ostrej musztardy&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1 łyżkę sproszkowanej cebuli&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1 łyżkę sproszkowanego czosnku&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;1 łyżeczkę pieprzu cayenne&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Wszystkie składniki gotujemy na wolnym ogniu przez 30 minut. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Użyłam sosów na dwa sposoby, zamarynowałam w nich skrzydełka kurcząt, zostawiłam w lodówce na parę godzin po czym piekłam w piekarniku przez 30-40 minut, potem podkręciłam temperaturę do 230 stopni, poczekałam aż się zrumienią i będą wyglądały jakbyśmy właśnie zdjęli je z ogrodowego grilla. Resztę sosów pozostawiłam do "maczania". 25 osób zjadło 1,5 kilograma skrzydełek, 3 kilogramy pieczonych ziemniaków i 3 kilogramy pomidorów z fetą i bazylią. Słońce świeciło na prowizoryczny stół, Gdynia odbijała się w oknach, deszcz pachniał wiosną, mieszkanie cekolem, kable wystawały ze ścian a na środku stałam ja, szczęśliwa i wzruszona:) Niech żyją miejskie majówki i remonty!&lt;/p&gt;</description>
      <author>gastromat@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <guid>http://gastromat.blox.pl/2012/04/Majowka-w-miescie.html</guid>
      <pubDate>Mon, 23 Apr 2012 18:57:28 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


